Osobiście w Kopicach.
Skoro prawko mam już w dłoni od jakiegoś czasu, to postanowiłem odwiedzić z Sylwią pałac w Kopicach. Pooglądać, sprawdzić jak wygląda sytuacja, zrobić jakieś foty. W sobotę rano wsiadłem do bryczki i udaliśmy się w stronę Opola.
Pomimo tego, że moja rodzina mieszka całkiem niedaleko wioski z Pałacem na Wodzie, to nie zaglądałem w okolice ruin od ładnych 6 lat. Podróż przebiegała bez żadnych problemów i po około 1,5 godzinnej jeździe moim oczom ukazał się straszny widok. Nie myślałem, że owa piaskownia, która stanęła na drodze do wyremontowania “Perły Opolszczyzny”, znajduje się tak blisko głównej trasy. Jest po prostu umiejscowiona przy jezdni. Widać, że to dopiero początek wydobycia, ale już teren, jaki zajmuje kopalnia jest spory. A przecież to dopiero mały ułamek z 60 ha, które ostatecznie “zarekwiruje” ta inwestycja. Póki co, odległość kopalni od pałacu jest spora i w żadnym wypadku nie może przeszkadzać w pracach remontowych. Nie wydaje mi się również, że mogłaby zaszkodzić pałacowym stawom. Ale ten stan rzeczy zapewne zmieni się, kiedy działalność Hedaru pójdzie dalej w stronę majaczącej w oddali, nad wierzchołkami drzew, najwyższej wieży pałacu.
Przejechaliśmy przez całą miejscowość i zaparkowałem samochód przed pozostałościami urokliwej bramy. Kiedyś musiało tu być przepięknie. Niemal ujrzałem dworskie panny przejeżdżające pod ową bramą w karecie. Teraz wszystko jest zarośnięte i zaniedbane, a konstrukcja bramy ledwo trzyma się kupy.
Idąc dalej starymi alejami, dochodzimy w końcu do skrzyżowania dróg okalających słynne stawy. Wybieram drogę prowadzącą w lewo – do samego pałacu. Mijamy nieco nowsze zabudowania gospodarcze, a po prawej stronie widać już wodę. Na środku zalewu dwie idealne wysepki. Dookoła nas stare, nienaturalnie wysokie drzewa. Ptaki ćwierkają, słychać rozmowy okolicznych mieszkańców. Całkiem konkretny klimat.
Po pewnym czasie marszu zauważam między gałęziami drzew jedną z wież pałacu. Widok imponujący. Stara, zniszczona, a jednocześnie wciąż piękna baszta robi gigantyczne wrażenie. Kilkanaście metrów dalej dotarliśmy przed oblicze wielkiej, niebieskiej bramy, którą ustawiły ekipy remontowe. Brama stoi tuż przed mostkiem prowadzącym do pałacu. Więc ze zwiedzania ruin trzeba zrezygnować. Pooglądaliśmy nieco to cudeńko z odległości… ale zapewniam, że to i tak spore doświadczenie. Wizualnie obiekt jest w tragicznym stanie. Ale mimo to zachwyca. Oczami wyobraźni można dostrzec jak przepiękny był to niegdyś budynek. Całość utrzymana jest w bajkowym klimacie. Takiego cacka nie powstydziłby się sam Disney. Na szczęście nie ma tutaj przesadnego kiczu. Szkoda tylko, że drzewa tak obrosły brzegi stawów, że nie było możliwe zrobienie zdjęcia bez jakiejś zielonej korony, czy gałęzi zasłaniającej budowlę.
Po tej wyprawie jeszcze mocniej trzymam kciuki za Zarmen i ich plan odbudowy pałacu. Ta perła nie może popaść w ruinę i zapomnienie! Nie kosztem drugorzędnej kopalni piasku!








w dniu 20 czerwiec 2009 w dniu 11:58
Słyszałeś coś nowego na temat ‘pisakownicy’? Ciekawe co konserwator wojewodzki mysli na ten temat…
Najgorsze w tej sprawie jest to, ze tu nie chodzi o pieniadze lecz przyzwolenie!
w dniu 2 lipiec 2009 w dniu 22:47
Z tego co wiem sprawa “piaskownicy” jest ważniejsza dla władz tamtego regionu. W niedzielę jadę do Kopic ponownie. Chcę zobaczyć jak bardzo rozrosła się kopalnia. Po powrocie skrobnę jakąś notkę… Ale jakąkolwiek nadzieję radzę porzucić. Sen o odbudowanym pałacu w Kopicach okazał się jedynie małą bańką mydlaną, która niestety szybko pękła.