Kolejny rok za nami.
I oto nadszedł ostatni dzień 2008 roku. Jeszcze kilka godzin i wystrzelą pierwsze korki od szampanów, hucznie rozpoczniemy kolejny rok XXI wieku. Rany, jak to szybko zleciało! Lata lecą jak miesiące, miesiące jak dni, a dni… wolę nie myśleć. Mimo tego, że wcale nie czuję się starszy, to jednak dostrzegam zmiany zachodzące w otoczeniu. Nic nie przypomina w chwili obecnej tego, co było standardem na początku 1999 roku. 10 lat temu do kin trafił Matrix, który nieźle namieszał nam wtedy w głowach. Pamiętam jak z Dymciusiem codziennie toczyliśmy swego rodzaju “pojedynek”, polegający na tym kto więcej razy obejrzy przełomowy film braci Wachowskich. Przypominało to zabawę elfa Legolasa i krasnoluda Gimliego z Władcy Pierścieni.
-Wczoraj obejrzałem 3 razy!
-A ja 4 i pół!
Dzieciarnia
Pamiętam jak w tym samym roku dorwałem w swoje łapska pewną grę, która poniekąd ukształtowała mój gust i do tej pory jest moim ulubionym tytułem. Oczywiście chodzi o Silent Hill. Pamiętam wakacje w Gutyniu i długie rozmowy pod blokiem. Pamiętam doskonale zakończenie nauki w LO i jak porozchodziły się życiowe drogi każdego z nas. Pamiętam pierwsze dni na uczelni, bycie “Świeżakiem” nie należy do najfajniejszych przeżyć, ale już po krótkim czasie zaczęło się “prawdziwe studiowanie”. Pamiętam mojego kumpla z pokoju, Sebka, i nasze wspólne wariacje razem z Anią i Honią. To były genialne czasy. Nasze imprezki z Blaszką i Osamą, zakręconego Elementa, wypady do “Maca” i na “obserwację towaru”. Pamiętam nasze wycieczki (Szczyrk, Sczawnica) w Beskidy i Pieniny, wspinaczkę na Trzy Korony (widok z platformy na Okraglicy jest po prostu IMPONUJĄCY), Skrzyczne, Klimczoka (śnieg na górze w środku bardzo ciepłej wiosny nieco nas zaskoczył). Później obrona pracy i powtórka z końca LO. Każdy poszedł swoją drogą. Pamiętam jak dołączyłem do załogi “Robala” i jak powiedziałem Sylwii po raz pierwszy słynne “dzień dobry”.
Ostatnie 10 lat to okres największych zmian w moim życiu. Były to chyba najważniejsze lata, bo teraz będzie już tylko z górki… aż do końca.
Ubiegły rok także należał do udanych, ale nawał pracy, jaki przyniósł, nie pozwalał skupić się na rzeczach bardziej przyjemnych. Było kilka wypadów (np. Lato Kwiatów i Międzygórze), ale także nie udało się zrealizować wyjazdu do Zakopanego i Krakowa. Są za to plany na kolejny urlop – Grecja lub Włochy, strzeżcie się, bo nadchodzimy!
Było mnóstwo cudownych chwil i mam nadzieję, że nadchodzący rok będzie jeszcze lepszy… czego wszystkim Wam i sobie życzę.
Lekka Przesada + Info Kopice.
Podejrzewałem, że warłowska idylla jest zbyt piękna aby mogła trwać długo. Całkiem niedawno pojawił się jakiś pan z Częstochowy i kupił łąkę, która sąsiaduje z naszą. Niedługo potem zaczął pracę przy… kopalni piasku. A przynajmniej na to wygląda. Czyli mam problem podobny do problemu Pałacu z Kopic. Ironia losu… życie potrafi sobie zakpić z człowieka.
Wady? Pewien stopień hałasu, który przerwał nagle idealną ciszę, którą tak uwielbiałem. Hałas wypłoszył z okolicy wszelkie zwierzęta – bażanty, których było tak dużo, sarny i inne. Rozpoczęto także wycinkę niektórych drzew ze starego parku (dziwne, że tak łatwo dostali pozwolenie), w tym momencie płonie wielkie ognisko, a płomień trawi te piękne drzewa, które pokazywałem kilka postów niżej. Sąsiednia łąka jest rozkopywana, wygląda to strasznie. Zupełnie nie pasuje do tych terenów – przecież to niemal środek wsi. Wielka dziura w ziemi na pewno nie doda temu miejscu uroku.
I tutaj właśnie pojawia się zaleta tej “kopalni”. Kiedy pracownicy się stąd wyniosą (zastanawiam się ile to potrwa), to zaraz za miedzą wyrośnie nam olbrzymi staw/zalew – podobny do tego w Myślinie. Wizja tego nie jest aż tak straszna, a te kilka lat wydobywania piachu chyba wytrzymam.
Póki co praca na łące obok idzie pełną parą, ciągniki kursują jak mrówki, wywożą pierwszą warstwę czarnej ziemi. Kilka ognisk bardzo zadymiło okolicę, ale mam nadzieję, że tych najpiękniejszych drzew nie ruszą!
Jedno jest pewne, nadchodząca wiosna nie będzie już tak piękna, jak poprzednia. Niestety.
UPDATE
Prace na sąsiedniej łące ustały. Robotnicy udrożnili koryta odpływowe, wkopali w ziemię odwodnienie… czyżby szykowała się jakaś budowa? Kurniki? Chlew? Bardzo zły pomysł. Może jakaś uprawa? To byłoby już lepsze. Kopalnia piachu? Wolę ją niż świniarnię. Czekam do wiosny i zobaczymy co się będzie działo.
***
A co nowego w KOPICACH? Aż szkoda pisać…
Firma remontująca pałac dostała od władz Opolszczyzny negatywną opinię. Tym samym poparta została inwestycja Hedaru, czyli żwirownia. Nic dziwnego, że za moimi oknami tak swobodnie powstała piaskownia. Hedar niebawem otrzyma koncesję na wydobycie żwiru na caluśkich 60 ha, a to niesie ze sobą rezygnację Zarmenu z projektu. Zarmen boryka się także z kłopotami finansowymi, spowodowanymi znanym nam kryzysem. Pewne jest tylko to, że firma dokończy “oczyszczanie” ruin z gruzu i uporządkuje nieco park. Co dalej? Nikt nie wie.
Full HD robi różnicę.
Z okazji zbliżającego się 6 grudnia postanowiłem zgrzeszyć i zafundować sobie jakiś nieprzyzwoicie wypasiony prezent. Kiedy okazało się, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, że na Astona Martina DB9 w wersji sport zabraknie mi nieco szmalu (haha), zacząłem szukać na nieco “niższych półeczkach”.
Przeprowadziłem małą, solową burzę “muskó”, która jak po nitce doprowadziła mnie wprost do kłębka. Jako filmowy maniak i wielbiciel elektronicznej rozrywki przez cały czas posiadania komputera musiałem męczyć się na wszelkiego rodzaju malusich monitorkach, ktore często były dość wysłużone, a jakość wyświetlanego na nich obrazu nie zawsze należała do poprawnych
. Tym samym postanowiłem zainwestowac w jakiś ciekawy ekran, który nieco poprawi moje doznania wizualne i usprawni pracę na komputerze.
Owszem, szukałem wśród znanych producentów, ale ceny paneli full hd były wręcz kosmiczne. Dlatego rozejrzałem się wśród mniej popularnych u nas marek. Znalazłem monitor 24 calowy o natywnej rozdzielczości 1920×1200, z matrycą prosto od wielkiego Samsunga i niezłymi opiniami użytkowników… no i postanowiłem zaufać w magię tego produktu.
Nie zawiodłem się. Różnica jest kolosalna. Wręcz nie do opisania. Odpalając każdy film, każdą grę czy program odnoszę wrażenie jakbym na nowo odkrywał świat
. Filmy w 1080p to poezja! Nie wspomnę już o multiplayerze Call of Duty 4 w natywnej rozdziałce monitora. Zapiera dech w piersiach! Kolory soczyste, obraz jak żyleta, no i ten rozmiar. 2 dni moje oczy musiały się do tego kolosa przyzwyczajać. Nawet stareńki Q3 rozkłada na łopatki. Powiem szczerze, że nawet 32-calowy JVC (HD-Ready), który stoi w pokoju może się schować!
Jeżeli nadal męczycie się na swoich stareńkich 17″ monitorach, a planowaliście zmianę na coś lepszego – dołóżcie kilka złotych więcej i zaopatrzcie się w monitor full hd. Warto jak cholera!