Mithrill’s Manor


Kopice – czy odbudowa się powiedzie?

Opublikowany w Pamiętnik - autor: mithrill na 28 wrzesień 2008

Niedawno odbyła się sesja rady gminy Grodków, na której miała wyjaśnić się sytuacja cudu architektury – pałacu w Kopicach. Jednak niczego nowego się nie dowiedzieliśmy. Firma, która prowadzi wydobycie żwiru, złożyła u marszałka województwa wniosek o powiększenie wyrobiska, a właściciele pałacu zapowiedzieli, że jeżeli teren kopalni powiększy się z 2 ha do 60 ha, to zaprzestaną prac przy odbudowie ruin. Wszystko więc w rękach władz.

Póki co ani Hedar, ani Zarmen nie rezygnują ze swoich inwestycji. Pierwsza firma na działalność kopalni wyłożyła już ok. 18 milionów złotych i nie ma zamiaru odpuścić takiej sumy (+ zyski ze sprzedaży żwiru), natomiast Zarmen ma przed sobą olbrzymią prace, która pochłonie ponad 100 milionów złotóweczek. Firma ze Śląska zakupiła niedawno inny pałac, a ostatnio dostała ofertę od bliżej nieznanej gminy w Czechach, która oferuje podobne ruiny do kopickich. Zarmen twierdzi, że wolałby zostać na Opolszczyźnie, ale jak nie będzie innego wyjścia, to swoje miliony zainwestują u naszych południowych sąsiadów.

Jeżeli władze Grodkowa zaprzepaszczą szansę na odbudowę tego genialnego zabytku, będzie to największy skandal w naszym województwie, w krótkiej historii “III RP”. Każda z firm ma prawo do swojej działalności, a przedstawiciele Hedaru uważają nawet, że z ich obliczeń wynika, iż kopalnia nie będzie miała żadnego wpływu na kompleks pałacowy. Jednak ekskluzywny hotel, który ma tam powstać na pewno nie będzie odwiedzany przez szukających relaksu biznesmenów, jeżeli w odległości kilkuset metrów (niecały kilometr) będzie prężnie działała odkrywkowa kopalnia. Kurz, hałas, wibracje… to wszystko czynniki wpływające na stan architektury i komfort jej mieszkańców. Jedno jest pewne. Prace odgruzowania pałacu i zabezpieczenia ruiny zostaną dokończone. Reszta będzie zależała od decyzji w sprawie kopalni żwiru. Jeżeli to ona dostanie zielone światło od włodarzy, wtedy Zarmen zwinie swoje zabawki i pojedzie do czeskiej piaskownicy.

Co wyniknie z batalii o Pałac na Wodzie? Na bieżąco będę umieszczał nowe informacje. A póki co, nacieszmy oczy projektami Zarmenu, które znalazłem na stronie NTO:

Wichrowe wakacje.

Opublikowany w Pamiętnik - autor: mithrill na 22 wrzesień 2008

Osobiście czekam tylko aż pojawią się u nas tzw. ‘twistery’, czyli tornada. Wszystko wskazuje na to, że nie jest to zupełnie wykluczone.

Pisząc te słowa 4 marca 2008 roku nie miałem pojęcia, że mieszkańcy naszego regionu ujrzą zapowiadaną przeze mnie trąbę powietrzną tak szybko. Już 5 miesięcy później nasz kraj, a dokładniej jego południe, nawiedziła potężna nawałnica. Sprawa jest bardzo poważna, bo moc trąby powietrznej (tornada) z założenia/teorii zna niemal każdy. Kilka takich zjawisk zrujnowało doszczętnie 3 wsie w woj. opolskim, idąc dalej uszkodziły kolejne domostwa, trakcje energetyczne itd. Podobnie było w Łodzi i okolicach. Ale to, co pokazały wiadomości po przejściu trąby, przypominało raczej sceny, jakie do tej pory docierały do nas zza oceanu. Zupełnie zdewastowane domy, niemal całe wsie zrównane z ziemią. Tragedia ludzi, który dosłownie w kilka minut stracili dorobek całego życia. 50 milionowe straty tylko w naszym województwie!

Tak moi mili, stało się to, o czym pisałem w marcu. Tornada będą u nas występować coraz powszechniej i będziemy musieli nauczyć się bronić własne życie przed tym żywiołem. Przykład możemy brać z mieszkańców kilku południowych stanów USA (tzw. Aleja Tornad). Czy czeka nas obowiązkowa budowa schronów? Kto wie, wystarczy popatrzeć na filmy i zdjęcia ze zniszczonych wiosek, aby nabrać przekonania o konieczności podjęcia jakichkolwiek działań “prewencyjnych”. Chcieliśmy “hameryki” w naszym kraju? No to obawiam się, że zaczynamy ją mieć, niestety… jedynie w kwestiach pogodowych.

Jest takie miejsce…

Opublikowany w Pamiętnik - autor: mithrill na 20 wrzesień 2008

Zdjęcie to pojawiło się już wcześniej na łamach mojego “bloga”, ale przeglądając ostatnio wirtualne albumy, ponownie na nie natrafiłem i… doznałem olśnienia. I to po raz kolejny :) . Muszę to napisać, aby uczucie towarzyszące spoglądaniu z góry na miejsce, miasteczko, w którym spędziłem 80% swojego dotychczasowego życia zostało raz, a dobrze zapamiętane. Jest takie miejsce za Szemrowicami. Górka, a na niej kaplica. Po lewej stronie rozciąga się szokujący widok…

Stojąc w tym miejscu ogarnia człowieka niemal paraliż. W głowie widzisz obrazy przedstawiające miejsca i wydarzenia z przeszłości. Widzisz bloki, dookoła których bawiłeś się z przyjaciółmi w “strzelaninę” czy gonitwę. Widać boisko, na którym grało się w piłkę całymi dniami. Widzisz szkołę i związane z nią miłe wspomnienia. Wszystko to odbywa się w przeciągu kilku sekund w wyobraźni człowieka. Widać zresztą jak trzęsła mi się ręka – zero ostrości! Zupełnie inaczej wygląda to na zdjęciu, inaczej zaś w rzeczywistości. Będąc na tym wzniesieniu miałem wrażenie, jakbym leciał nad miasteczkiem, które nagle skurczyło się do tak maleńkich rozmiarów, że mogłoby się zmieścić na mojej dłoni. Wraz ze wszystkimi ludźmi. Wokół panuje przenikliwa cisza, a twarz muska łagodny wiatr. Coś niesamowitego! Jak tylko z nieba znikną chmury, wybieram się tam ze statywem. To miejsce wymaga porządnego uwiecznienia. Wtedy zmienię te zdjęcia na poprawione.

Gdzie leży kres?

Opublikowany w Pamiętnik - autor: mithrill na 20 wrzesień 2008

Natchniony rozmową na blogu Krzysztofa, filmem Gwiezdne Wojny (TVP2 emituje wszystkie części w każdy piątek, powtórka w sobotę) oraz bestsellerem elektronicznej rozrywki, Mass Effect, zacząłem zastanawiać się nad pewnymi kwestiami dotyczącymi możliwości człowieka. Aby sprecyzować zagadnienie – chodzi mi o podróże międzyplanetarne. Temat bardzo długi, ale mam zamiar zadać wszystkie frapujące mnie pytania, poruszyć niemal wszystkie ważne dla mnie kwestie. Zaczynamy!

XX wiek był w dziejach człowieka okresem wyjątkowym. Pustoszące naszą planetę na początku stulecia wojny, dały początek kilku genialnym wynalazkom. Od dawna wiadomo, że wojna na wielką skalę oznacza także szybki skok technologiczny. Potrzeba matką wynalazku, jak mówi stare przysłowie. To, co pchnęło naszą cywilizację do przodu, a wcześniej pozostawało jedynie w sferze naukowych “gdybań”, to zapanowanie nad potencjałem atomu. Niewiarygodne jest, jak szybko człowiek zdołał opanować tak monstrualne źródło energii. Jeszcze 60 lat temu nikt nawet nie śnił, że ludzie zdołają “udomowić” tą potężną moc. Powstały elektrownie, napędy jądrowe, nauka wkroczyła na zupełnie nowy tor. Możliwe stały się eksperymenty, badania i nowe odkrycia w dziedzinie kwantowej. Nigdy wcześniej, w tak krótkim czasie, nasza cywilizacja nie osiągnęła tak wiele. To jedynie uświadczą mnie w przekonaniu, że jesteśmy zdolni do wszystkiego, a nasz umysł wykracza daleko poza to, co widzi “więzień przetrzymywany w platońskiej jaskini”. Rzeczy, które obecnie uważane są za niemożliwe do osiągnięcia, za parędziesiąt lat mogą okazać się powszechne. Nasz gatunek cechuje się wielką chęcią eksploracji otaczającego nasz uniwersum. Jeszcze nie odkryliśmy wszystkich zakamarków naszej planety, a już marzymy o gwiazdach, innych światach, koloniach na odległych planetach. Co może nam pomóc w osiągnięciu celów z tych marzeń? Czy jest to w ogóle możliwe?

Zajmijmy się odległościami kolosalnymi. Nie Marsem, nie Jowiszem, ale dalej i dalej – do innych układów naszej galaktyki. Jak wiadomo, poruszanie się z prędkością większą niż prędkość światła wydaje się być niewykonalne. Według mnie, nawet jeżeli byłoby to możliwe do osiągnięcia, to okazałoby się zdecydowanie pozbawione sensu. Środki jakie musiałyby zostać przeznaczone na rozpędzenie pojazdu do prędkości bliskich 300 000 km/s byłyby niewyobrażalnie olbrzymie. Należałoby się zaopatrzyć w niewyczerpalne żródło paliwa. Z uwagi na budowę naszego organizmu pojazd kosmiczny musiałby być rozpędzany w taki sposób, aby jego załoga ledwo to odczuwała. A to trwałoby bardzo długo. Sama też podróż byłaby przeżyciem długim, niekomfortowym i wymagającym kilku pokoleń. Do tego dochodzi wyhamowywanie pojazdu… ogólnie rzecz ujmując – prędkości bliskie 300 tys. km/s nie powinny być w ogóle brane pod uwagę. Co więc takiego powinno skupić całą uwagę naszych naukowców? Napęd grawitacyjny? Możliwe. A może jednak zastanowimy się nad czymś, co może występować w naturze, do czego nie będą potrzebne technologie rodem z science fiction. Inne źródła energii? Antymateria? A co z czasem i przestrzenią? Czasoprzestrzenne tunele, zaginanie rzeczywistości? Dzisiejsza nauka nie wyklucza istnienia takich zjawisk. Nie wyklucza, że nie mogą one być kontrolowane, wytwarzane i używane do przemieszczenia obiektu o miliardy lat świetlnych, w ciągu dosłownie kilku chwil. Czy będziemy w stanie bez żadnej pomocy opracować urządzenie, które pozwoli nam zaginać czasoprzestrzeń wedle własnych potrzeb? Pytania bardzo trudne i niestety nie mające żadnych konkretnych odpowiedzi. Pewne jest to, że naukowcy bardzo poważnie traktują tą kwestię. Podobno od lat trwają już badania nad różnego rodzaju teleportacją i formowaniem czasoprzestrzeni.

Co nam daje możliwość dowolnego przemierzania galaktyki? Same korzyści. Nowe, nieograniczone źródła bogactw naturalnych to tylko jeden z plusów. Pewne jest to, że człowiek długo nie usiedzi w jednym miejscu. Czy to ze względu na swoją naturalną chęć odkrywania, czy też zmuszony przez siły wyższe, postanowi w końcu opuścić swoją rodzimą planetę w poszukiwaniu nowego domu. A co jeżeli gdzieś w mrokach kosmosu spotka istoty podobne do siebie? Jakie będą miały zamiary – czy postanowią pomóc, czy raczej zgładzić nasz gatunek? Jeżeli nadal będziemy postępować z naszą planetą w sposób jaki robimy to dziś, to możemy nie dotrwać czasów, w których człowiek stanie na Marsie, nie mówiąc już o innych światach. Przemyślcie to…

_-_-_-_-_

A teraz nieco więcej science fiction :) . Istnieją teorie, że jako gatunek jesteśmy spadkobiercami antycznej rasy, która rządziła układem Słonecznym kilka miliardów lat temu. W wyniku nieokreślonego kataklizmu rasa ta niemal wyginęła. Pojedyncze kapsuły zdołały jednak wystartować z jej macierzystej planety (dzisiejszy Mars) i dotarły na Ziemię. Według jednych jesteśmy ich dziećmi, według innych przybysze nauczyli naszych praojców rozpalać ogień, pokazali kilka innych “sztuczek” i osiedlili się na sporej wyspie. Wyspą tą była Atlantyda, a zmuszona do życia w warunkach dla siebie prymitywnych rasa pochodząca z Marsa, stworzyła najcudowniejszą cywilizację na naszej planecie, którą definitywnie zniszczył kolejny kataklizm i to całe wieki przed pojawieniem się pierwszych faraonów. Ci ostatni zaś zaczęli wzorować się na kulturze “ludzi z Atlantydy”. Teorie te powodowały często uśmiechy politowania, taki jak na Waszych twarzach w tej chwili, ale do czasu. W 1976 sonda Viking 1 zrobiła zdjęcia powierzchni Czerwonej Planety. Ukazywały one pewien masyw górski, wyrastający nagle z całkowicie płaskiego terenu. Szokujący był jednak wygląd wzniesienia. Przypominał on bowiem… ludzką twarz, a wierzchołki nosa, brwi, czy broda miały niemal piramidalny charakter. Wszystko wyglądało jak kompleks piramid, dawno zniszczonych przez czas i erozję. Teren ten nazwano Cydonią, a nieopodal twarzy odnaleziono skupisko wzniesień wyglądających jak nasze ziemskie piramidy (kto grał w UFO, ten wie o co lotto :D ). NASA oczywiście przy następnej okazji zrobiła foty tego terenu w jakości super HD. Stwierdzono, że musi to być twór naturalny… ale czort ich tam wie. Zastanawiam się na co natrafią koloniści Marsa po dokładnych oględzinach tej planety :) . Już wiemy, że kiedyś powierzchnia wyglądała zupełnie inaczej, ale zbieg niefortunnych wydarzeń zupełnie zmienił oblicze czerwonego boga wojny (ślady wody, występowanie lodu, NASA twierdzi, że jest prawie pewna, że w głębokich szczelinach skalnych, gdzie można znaleźć wodę, znajdzie bakteryjne formy życia). Ciekawa jest ta bajeczka, nie powiem… :)

L

Opublikowany w Pamiętnik - autor: mithrill na 18 wrzesień 2008

No i w końcu stało się! Zapisałem się na kurs prawa jazdy.

Wiem, w moim wieku nie mieć tego papierka, to nie lada wyczyn. Jak dla mnie spory wstyd i cholernie niepraktyczna sytuacja. Trzeba się prosić rodziców o podrzucenie tu i ówdzie, praktycznie ma się związane ręce i jest się uzależnionym od “dobrego” humoru kierowców z mojego najbliższego otoczenia (zwłaszcza, że tylko ja nie posiadam uprawnień do prowadzenia osobówki). Postanowiłem zakończyć ten żenujący stan rzeczy i ruszyłem pobrać nauki u jednego z okolicznych wykładowców. Zastanawiam się jedynie ile oblanych prób dzieli mnie przed otrzymaniem wymarzonego prawka :)

Wish me luck!

Urlop?

Opublikowany w Pamiętnik - autor: mithrill na 17 wrzesień 2008

Tak moi mili, rozpocząłem urlop i cieszę się z tego faktu ogromnie. Ale…


Od dawien dawna zdarzało się, że kiedy ciężko pracowałem, zamknięty w tym naszym betonowym bunkrze bez okien, na dworze była zawsze piękna pogoda sprzyjająca spacerom, ogniskom, wyprawom z aparatem. Kiedy jednak zaczynałem jakiś wolny dzień, nagle pogoda się załamywała. Zaczynało padać, chmurzyć się, temperatura leciała na łeb, na szyję. I co? I nie inaczej jest tym razem. Ostatni weekend spędzony przeze mnie w pracy był super. Było ciepło i przyjemnie. Jak tylko poszedłem na urlop – sru! Wiatr od północy przywiał arktyczny chłód, później kolejna zmiana i przybłąkał się jakiś front z dalekiego zachodu (wielkie dzięki dla deszczowego UK!). Można się załamać. Liczę na to, że pogoda zmieni się na dobre tak szybko, jak się popsuła. Nieprawdopodobne jest to, jak nagle w tym roku zjawiła się jesień. Jednego dnia 26 stopni w cieniu, a drugiego 6 i deszczowa aura. Dziś jest już lepiej, rozpieszczają nas 13 stopniowe upały :D

A na zewnątrz już czeka kolejna robota. Ocieplanie dachu przybudówki, w której znajduje się kuchnia. Drzewo na konstrukcję już leży i jak tylko pogoda się poprawi – ruszamy pełną parą! Wygląda na to, że tak właśnie upłynie mój “z dawna wyczekiwany” urlopik…

Następna strona »