Mithrill’s Manor


Napisali o nas w NTO.

Opublikowany w Pamiętnik - autor: mithrill na 23 lipiec 2008

Toż to szok!

Otwieram wczorajszy numer Nowej Trybuny Opolskiej, a tam co? Zdjęcie mojego dziadziunia na tle naszego domu i krótki artykuł napisany w oparciu o wywiad, który redaktorki gazety przeprowadziły z nim bodajże w sobotę (nie było mnie wtedy w domu, a dowiedziałem się dopiero jak otworzyłem gazetę). No proszę państwa, pomijając fakt, że historia, którą opowiedział dziadek została nieco zmieniona, dostaliśmy w prezencie ciekawą pamiątkę. Zamieszczam wycinek z gazety:

Operacja – “Tynkowanie”.

Opublikowany w Pamiętnik - autor: mithrill na 18 lipiec 2008

Stało się! Nadszedł czas na doprowadzenie pewnych spraw do końca.

Minęły już niemal 2 lata od kiedy mieszkamy na nowym miejscu, a dom przez cały ten czas cierpliwie czekał na początek mijającego właśnie tygodnia. Dobrzy ludzie z pewnej firmy budowlanej podjęli się tego, czego my sami nie bylibyśmy już w stanie zrobić (a na pewno nie w sposób fachowy i trwały :) ). Tynkowanie to trudna praca wymagająca sporej dawki cierpliwości, doświadczenia i umiejętności panowania nad nerwami. Od razu stwierdziliśmy, że nie ma takiej opcji żebyśmy zrobili to sami. Rozpoczęły się zatem rozpaczliwe poszukiwania fachowców. Jak wiadomo, większość z nich siedzi za granicą. Ale na szczęście nie wszyscy postanowili wyjechać, a ci, którzy zostali i znają się na rzeczy, mają teraz ręce pełne roboty (a i pieniądze też płyną im do kieszeni). No i zaczęło się. Z pewnymi komplikacjami oczywiście, ale to norma (okazało się, że trzeba poprawiać ocieplenie). W kilka dni wszelkie niedoróbki zostały naprawione i w chwili obecnej widzimy już kształt elewacji. Ściany pomalowane są gruntem i czekają na nowy tynk. Pod dachem zaczęła pojawiać się także biała podbitka. Muszę przyznać, że fajnie się to prezentuje (byłem sceptyczny co do tego koloru, ale jak już to widzę, to stwierdzam, że jest OK). Zamieszczam fotki “przed”, “w trakcie” i “po” tynkowaniu:

No i finito. Teraz tylko małe zabiegi kosmetyczne wokół domku, później jakaś kostka brukowa i powinno być super!

Azyl na ukończeniu.

Opublikowany w Pamiętnik - autor: mithrill na 18 lipiec 2008

Kolejny krok w kierunku wyposażenia mojego pokoju w meble został podjęty w ubiegły piątek. Wtedy to zamówiłem w opolskiej Abrze narożnik. Już w poniedziałek jechaliśmy z ojcem w pożyczonym samochodzie dostawczym aby odebrać moją długo wyczekiwaną rogówkę :)

Montana składała się z 2 paczek. Dodam, że całkiem ciężkich. Wtaszczyliśmy je na pakę i obraliśmy kierunek na dom. Już po godzinie głowiłem się nad skomplikowanym schematem montażu wszystkich części. Jak ja uwielbiam skręcać meble! <_<

Kiedy to cacko stanęło wreszcie przede mną ukazując się w pełnej krasie, odetchnąłem z ulgą i z nieukrywaną satysfakcją zawołałem mamuśkę. Ta stanęła w drzwiach pokoju jak wryta. Ja sam też dopiero teraz dostrzegłem jak świetnie prezentuje się nowa kanapa. Nie pozostaje mi nic innego, jak umieścić fotkę Montany. Szkoda, że nie odzwierciedlają one faktycznego wyglądu, który jest imponujący. No ale to tylko zdjęcie.

Mebel jest ogromny (po rozłożeniu spokojne mogą się wyspać 3 osoby mojej postury :) ) i bardzo wygodny. Moja koncepcja na wykończenie pokoju wreszcie nabiera rozpędu i rumieńców. Jeszcze tylko 2 szafki i zabieram się za dodatki, które sprawią, że w moim “azylu” zapanuje lekko afrykański klimat.

Kopice – artukuł w NTO.

Opublikowany w Pamiętnik - autor: mithrill na 18 lipiec 2008

W numerze z 17 lipca ukazał się mały artykuł o pałacu w kopicach i inwestorze, który zakupił budynek. Jakie są plany firmy, co powstanie na ruinach przepięknego pałacu? Zapraszam do lektury:

Ognicho.

Opublikowany w Pamiętnik - autor: mithrill na 13 lipiec 2008

Nie ma to jak nasza polska pogoda. Rano w sobotę było ciepło, na niebie nie widziałem ani jednej chmurki. Miałem nadzieję, że ognisko “wypali”. Niestety, zgodnie z prognozą pogody (liczyłem, że jednak się nie sprawdzi) pod wieczór zaczęło się zmieniać. Od zachodu nadciągały ciężkie chmury, były coraz bliżej i w końcu zepsuły imprezę na świeżym powietrzu. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze. Kiedy rozpętała się ulewa i spora burza, zupełnie załamany położyłem się na łóżku i… zasnąłem kurwa! No cóż, zdarza się. Wcześniej ojciec zdążył zrobić kilka zdjęć nadciągającej zawieruchy. Ojciec… jak to ojciec – ustawił zły program i foty wyszły ciemne jak noc listopadowa. Dlatego nieco je rozjaśniłem w fotoszopie, co wpłynęło na ich jakość niestety. Ale przynajmniej coś widać :)

No cóż… może innym razem się uda.

Lato Kwiatów & Międzygórze.

Opublikowany w Pamiętnik - autor: mithrill na 13 lipiec 2008

Wyjazd do Otmuchowa na Lato Kwiatów zaplanowaliśmy na niedzielę. Nigdy wcześniej nam się to nie zdarzyło, zawsze jeździliśmy w soboty. I to chyba zaważyło na kształcie naszej wycieczki :) . Okazało się bowiem, że w tą pechową niedzielę było więcej ludzi, niż w jakąkolwiek sobotę, którą pamiętamy. Sytuacja ta popsuła doświadczenia, gdyż tłok był tak olbrzymi, że nie było mowy o spokojnym podziwianiu wystaw. Dlatego nie zrobiłem zbyt wielu fot. Zatłoczenie wszelkiego rodzaju miłośnikami ogrodnictwa zwyczajnie na to nie pozwalało. Ale zacznijmy od początku.

Na wycieczkę najbardziej czekała Sylwusia. Dla niej było to coś nowego. Nigdy wcześniej nie była w Otmuchowie dlatego nie mogłem jej nie zabrać (chociaż znając mnie… mogłem :P ). Rano zapakowaliśmy się do Cordoby (Sylwik, ja i rodzice) i ruszyliśmy w stronę Opola. Pogoda? Było okrutnie gorąco. W dni takie jak ten marzę o samochodzie z klimatyzacją. Nawet ojciec stwierdził, że następny samochód, który pojawi się w naszej rodzinie obowiązkowo MUSI być wyposażony w klimę. Popieram i podpisuję się pod tym rękami, nogami… i innymi członkami mojego ciała! Na trasie przejazdu oprócz Opola znalazły się Niemodlin i Nysa. Niemodlin to miasto wyjątkowe. Nie było bowiem lokowane na prawach niemieckich, dlatego zachowało słowiański charakter i układ urbanistyczny. Nie mamy tutaj czworokątnego rynku z ratuszem na jego środku (jak np. w Opolu). W Niemodlinie długi plac, który niegdyś był targiem, a obecnie główną drogą, otacza eliptyczna droga. Na jej jednym krańcu znajduje się kościół, a na drugim przepiękny, duży zamek. Na planie wygląda to tak:

Centrum miasta urzeka swoim starym charakterem. My jednak pędziliśmy przed siebie. Nie było czasu na zdjęcia, ale kiedyś to nadrobię.

Niedługo dotarliśmy do Nysy. Teren zmienił się na bardziej pagórkowaty, a w oddali, na horyzoncie, doskonale prezentowały się Sudety. Nysa to coś wspaniałego. Jej centrum przypomina mi nieco klimaty krakowskie. Stare i piękne miasto z imponującą katedrą i innymi zabytkami. Otmuchów był coraz bliżej. Jadąc podziwialiśmy widoki, które tuż przed naszym celem podróży zmieniły się na typowo górskie.

Sam Otmuchów to małe miasteczko, jedynie nieco większe od Dobrodzienia. Posiada jednak bardzo dużo zabytków. Nad miasteczkiem, na wzniesieniu, góruje zamek biskupi. Świetna sprawa. Widać go już z odległości kilku kilometrów. Budynek robi całkiem spore wrażenie. I chociaż z zewnątrz wygląda tragicznie, to w środku jest już bardzo fajnie. Myślę, że właściciel powinien wziąć się za remont elewacji. Może dostałby dotacje z Unii…?

(Zdjęcia z internetu)

Po wyjściu na wieżę można w końcu podziwiać widoczki i stwierdzić, że lokalizacja zamku jest dziełem geniusza. Widać wszystko dookoła i to na wiele kilometrów. Potencjalny wróg zostałby zauważony wystarczająco wcześnie, by przygotować solidną obronę. Wspinaczka na szczyt zamku przypomina drogę na wieżę klasztoru na Jasnej Górze, z tym, że w Otmuchowie pobierają opłatę (płaciłem 3 zł od osoby). Po drodze mija się takie “ciekawostki”, jak np. sala głodowa, w której zamykano chyba rzezimieszków lub zdrajców (ewentualnie jakiegoś pokutującego mnicha).

Dalej już tylko kilkadziesiąt stopni w wąskim przejściu i po kilku minutach spędzonych w ciemnych korytarzach zamku wychodzimy na dach. Uderza nas oślepiające światło i przez kilka chwil niczego nie widzimy. Ale to nic… wszystko rekompensuje piękna okolica, cudowne widoki!

Wspominałem już, że zamek potrzebuje remontu elewacji? Oto mały dowód:

Jakoś nie wygląda na to, żeby ktokolwiek był zainteresowany renowacją. Może tak ma być? Może zamek ma mieć taki klimat? Rudery… ruiny… :)

Kilka innych fotek z Otmuchowa:

Niestety, panował taki tłok, że postanowiliśmy szybko uciec z Lata Kwiatów, które wg mnie nie było w tym roku tak udane. Nie wiem… może to klimat niedzieli? Na pewno zbyt duża ilość odwiedzających, której nie widziałem tutaj w żadną sobotę. Tak czy siak zaczęliśmy rozważać co robić dalej. Nie możemy przecież wracać do domu o godzinie 13. Rzuciłem pomysł aby skoczyć w rodzinne strony mojego ojca. Kotlina Kłodzka, Międzygórze… tak, to mógł być świetny pomysł na dokończenie wyprawy. Zwłaszcza, że mogłem pokazać to piękne miejsce Sylwikowi. Dużo jej o nim opowiadałem, więc chętnie poparła mnie przy ustalaniu dalszej trasy podróży. Wyjechaliśmy bez problemów i udaliśmy się w stronę Kłodzka. Zaczęły się prawdziwe góry. O tym, co działo się za szybą nie muszę chyba pisać. Sudety to piękne, pokryte zielonymi lasami góry, które każdy powinien chociaż raz odwiedzić.

Po jakimś czasie dotarliśmy do celu naszej wycieczki. Odwiedzamy to miejsce niemal każdego lata. Cała okolica doszczętnie zniszczona została podczas powodzi w 1997 roku. Jednak teraz wszystko wróciło do normy. Ba! Fundusze, które mieszkańcy tych terenów dostali jako zapomogę, pozwoliły im znacznie upiększyć wioski kotliny. Takie Międzygórze przed powodzią ledwo przędło. Jest to mały, malowniczo położony, poniemiecki kurort, który przed 1997 wyglądał tragicznie. Teraz jednak zwala z nóg. Odnowione domy wypoczynkowe, cała infrastruktura, drogi, brzegi górskich strumieni itd. Co chwilę trafia się na kolejny odnawiany właśnie budynek.

Co takiego wyjątkowego jest w Międzygórzu? To miejsce, w którym dzieciństwo spędził mój ojciec. Darzy je wielkim sentymentem, więc często tutaj zaglądamy. Do naszych ulubionych miejsc zalicza się oczywiście wodospad na Wilczce i zapora wodna. Jest tu także największy (chyba nawet w Europie) dom wypoczynkowy zbudowany w całości z drzewa (Nie licząc podmurówki i pokrycia dachu. Nazywa się Gigant.), ogród bajek z drewnianymi figurami znanych, bajkowych postaci. Jest dużo miejsca na spacery, zabytkowe kościoły i restauracja,w której zawsze… ale to za każdym razem jemy obiad xD (Złoty Róg). Powiem tylko, że Sylwia była zachwycona. Tyle się wysłuchała o Międzygórzu, naoglądała zdjęć, a teraz mogła wszystko zobaczyć na własne oczy. Oto dokumentacja fotograficna:

I kilka zdjęć zrobionych innym aparatem w lipcu 2007 roku:

Wyprawę można zaliczyć do tych udanych. Szkoda tylko, że w drodze powrotnej trafiliśmy na olbrzymi korek w Otmuchowie. Całe tłumy zaczęły opuszczać miasteczko blokując drogę na odcinkach kilkunastu kilometrów. Po 30 minutach stania w spalinach i upale ojciec znalazł wyjście z sytuacji (w końcu to jego tereny) i odbił w jakąś boczną drogę. Mijając okoliczne wsie i wielki korek (sięgający niemal do Nysy) wyjechaliśmy na pustą drogę główną prowadzącą do domu. Było świetnie! Mam nadzieję, że powtórzymy wypad zimą.

Następna strona »