Felieton Bolesława Prusa – fragment.

“Wieża paryska”

“Zobaczyłem tam trzy pracujące grupy ludzi: 100 Francuzów, 100 Niemców i 100
nadwiślańczyków. Każda z tych grup miała wznieść osobny budynek z dużych brył
ciosowych, za których ustawienie płacono im franka od sztuki.

Niemcy i Francuzi natychmiast wybrali sobie po pięciu dyrektorów i wzięli się do
roboty. Polacy z początku wszyscy chcieli być dyrektorami, o co nawet pobili się
i rozbiegli. Dopiero gdy im głód dokuczył, zeszli się znowu, i zapytawszy o radę
Francuzów, Niemców, przechodniów lub gapiów, wybrali sobie dyrektorów ledwie
wówczas, gdy pod francuskim i niemieckim budynkiem już stały fundamenty. Ułożono
się też o system wynagrodzenia.

W grupie francuskiej i niemieckiej każde 100 franków zarobionych dzielono w
następny sposób:

Na utrzymanie dyrekcji szło 25 fr., na oszczędność 25 fr., a pozostałe 50 fr.
dzielono między wszystkich — po 25 centymów na osobę.

W grupie polskiej również płacono po 25 cent. jednej osobie. Ta jednak była
oryginalność, że dyrektorowie brali 50 fr., a na oszczędność nie odkładano nic.

Pracowano też bardzo rozmaicie w tych grupach. Mocne i flegmatyczne Niemcy
przenosiły od razu po 12 kamieni, robiąc na godzinę pięć obrotów. Drobni, ale
ruchliwi Francuzi dźwigali tylko po 6 kamieni, ale robili na godzinę po dziesięć
obrotów. Polacy zaś wygłodzeni przez poprzednią awanturę, nosili tylko po 8
kamieni i robili po sześć obrotów na godzinę.

W końcu 10 godzin interes tak się przedstawiał:

Każdy Francuz i Niemiec zarobił po 3 franki; prócz tego każdy dyrektor dostał 30
franków i na każdą grupę przypadało po 150 fr. oszczędności. Polacy zaś zarobili
na osobę po 2 fr. 40 cent., a oszczędności nie mieli żadnych, ale ich dyrektorzy
otrzymali po 46 fr. na osobę.

W czasie wypoczynku Niemcy za oszczędzone pieniądze kupili grochowych kiszek,
beczkę piwa i nasycili się tak, że każdemu z nich przybyło po pięć funtów wagi.
Francuzi wypili wina, zakąsili czekoladą i sprowadzili sobie teatr, który mocno
podtrzymywał wrodzoną żywość ich ducha. Polacy zaś nie bardzo syci poszli spać,
ale za to dyrektorowie ich wyprawili sobie bal polski, który podziwiano w całym
Paryżu.

Na drugi dzień jeden z dyrektorów francuskich, wracając z maskarady, wpadł na
myśl zbudowania maszyny, która zastępowała pracę 100 ludzi. Współcześnie pięciu
dyrektorów niemieckich, przestudiowawszy Euklidesa i Archimedesa, wysmażyli plan
machiny, która zastępowała pracę 90 ludzi. Ale dyrektorowie Polacy, zmęczeni
tańcem, spali coś do południa i dopiero ku wieczorowi jeden z nich wynalazł nową
figurę mazura, a drugi bardzo misterne łóżko składane, z którego można było
zrobić karabin i fortepian, bez możności jednak grania na fortepianie,
strzelania z karabinu i sypiania na łóżku.

Toteż w ciągu następnych dni zarobki Francuzów podwoiły się, Niemców prawie że
się podwoiły, a Polaków zostały te same. W miesiąc później gmach budowany przez
Francuzów jaśniał pięknością, Niemców imponował siłą i niezgrabnością, a polski
ledwie zaczęty począł się rozwalać. Pracujący bowiem, straciwszy chęć do roboty,
wymyślali dyrektorom, a dyrektorzy, wiedząc, że na budownictwie już nic nie
zyskają, utworzyli balet i postanowili objeżdżać Europę…”

Kurier Warszawski, rok 1887, dnia 28 lutego

Wygląda na to, że nic się nie zmieniło do dnia dzisiejszego. Smutne…


About this entry