Mithrill’s Manor


“Pocieszne maluszki”.

Opublikowany w Pamiętnik - autor: mithrill na 22 czerwiec 2008

Jakieś 2 tygodnie temu “rodzina” powiększyła nam się o 4 malusie istotki. 3 dziewczyny i jeden chłopak. Większość czasu przeleżały ze swoją mamą w ukryciu, ale niedawno ‘wywlekliśmy’ je na dwór żeby zrobić kilka fotek. Maluchy są strasznie ruchliwe, a przy tym maksymalnie sympatyczne ^^.

4 małe kotki… długo u nas nie zabawią, więc postanowiłem upamiętnić je na zdjęciach.

Avenged Sevenfold – A Little Piece Of Heaven

Opublikowany w Mjuzik, Pamiętnik - autor: mithrill na 14 czerwiec 2008

Mój Boże, tego jeszcze nie widziałem. Wcześniej już pisałem, że A7x jest nawiedzonym zespołem, ale poniższy utwór przeszedł chyba ich samych :) . Piosenka posiada ciekawy tekst i jeszcze ciekawszy teledysk.

Polecam obejrzeć do końca, bo ten utwór w broadway’owskim stylu jest po prostu świetny!

Kopice – prologue ( + ważne informacje).

Opublikowany w Pamiętnik - autor: mithrill na 14 czerwiec 2008

Jak już wcześniej zapowiedziałem, szykujemy z druhem Krzysztofem wypad na “badania” do Kopic, a konkretniej do pałacu Schaffgotschów. Pojawiły się jednak nowe informacje, które muszę zamieścić, bowiem przez te zmiany może pojawić się problem z naszą wyprawą. Rozpoczynam zatem serię tematów o wyprawie kopickiej. Cały jej przebieg i owoce naszej pracy znajdziecie w kolejnym wpisie z serii “Kopice”.

A oto najnowsze fakty!

SZOK!

Pałac zmienił właściciela! Ruszyły pierwsze prace porządkowe i (o zgrozo), wynajęta została firma ochroniarska, która czuwa nad obiektem. Teren stał się własnością prywatną, strzeżoną, co utrudnia nam niestety dokładne “zbadanie” obiektu. Na jakiekolwiek pozwolenie nie mamy co liczyć. Podobno cały plac budowy został ogrodzony.

Właścicielem obiektu została bliżej nie określona, duża firma z Bytomia. Co najważniejsze – polska firma! Czyli skarb zostaje wśród rodaków. Amerykanie – precz z łapami! :)

W obliczu zaistniałej sytuacji nasz ewentualny wypad będzie miał jedynie charakter “krajoznawczy”. Miejmy nadzieję, że ochrona nie będzie robić większych problemów (w rachubę wchodzi chyba tylko niedziela).

Z jednej strony wielka szkoda, że to wszystko wydarzyło się akurat teraz. Ale im wcześniej, tym lepiej dla budowli. Może w końcu zabytek odzyska dawny blask!

A na dokładkę materiał, który znalazłem na youtube. Nie jest to praca profesjonalna, ale można zobaczyć stan pałacu.

I na koniec coś, co może przybliżyć nam plany nowego właściciela budynku. Całkiem niedaleko Dobrodzienia leży miejscowość Dobra, która także skrywa pewne ruiny (pisałem o nich w mojej pracy licencjackiej). Obiekt ma podobną historię do zamku w Kopicach – także legł w gruzach na przestrzeni lat (został zniszczony podczas II wojny światowej). Pałacyk projektował m.in. Carl Ludecke (ten sam architekt, który rozbudował kopickie cudo). Od 2001 roku ruiny w Dobrej stały się własnością prywatną i natychmiast rozpoczęto remont. Oto oficjalna strona pałacu i przebieg prac remontowych. To dowód na to, że nawet tak zniszczony obiekt jak Pałac na Wodzie w Kopicach może niebawem odzyskać dawną świetność, zwłaszcza, że jego nowi właściciele to firma bardzo majętna. Wydaje się, że mają poważne plany co do budowli.

http://www.palacwdobrej.pl/polish/frames.htm

Co do cholery?!

Opublikowany w Pamiętnik - autor: mithrill na 13 czerwiec 2008

Zacznę od tego, że nie lubię piłki nożnej, nie jestem specjalistą w tej dziedzinie ale widzę co się dzieje na boiskach, a to woła o pomstę do nieba. Cały występ naszej reprezentacji skomentuję krótko:

Z czym do ludzi?!

Zespół, który w eliminacjach błyszczy, podczas mistrzostw staje się typową drużyną trzecioligową. Śmiem twierdzić, że nawet nasz Strat lepiej poradziłby sobie w Austrii i Szwajcarii. Po żałosnej grze naszych z Austriakami i karygodnym sędziowaniu wracam do normalności, czyli zero piłki nożnej! Niech nam żyje Robert Kubica! Przynajmniej z niego możemy być dumni :)

Druga sprawa, to niezrozumiały dla mnie regulamin futbolu, a raczej pewne braki techniczne w całej oprawie meczu. Weźmy na przykład ligę NHL, lub ogólnie mecze hokejowe. Dlaczego w piłce nożnej nie ma sędziowskiego monitoringu spornych kwestii wynikłych podczas gry (głównie chodzi o spalone i faule)? Masa błędów jakie popełniają sędziowie piłkarscy wykluczyły już niejedną drużynę. W każdym spotkaniu mamy przynajmniej 3 sytuacje, w których decyzja sędziego ma się nijak do tego, co działo się na boisku! Dlaczego nie zostanie wprowadzony monitoring?! W kilkanaście sekund byłoby wszystko jasne – był spalony, był faul, ma być karniak bądź nie! A tak? Sędziowie wyciągają sobie werdykty prosto ze swoich tyłków. Ile to razy arbiter nie widział nic zasłonięty innymi graczami lub dał się nabrać dzięki aktorskim popisom zawodników, po czym odgwizdał krzywdzącą ‘jedenastkę’? Dla mnie jest to śmieszne i żałosne jednocześnie. W NFL i NHL nie mają takich problemów. Postanowiłem nie oglądać meczy piłkarskich do momentu, w którym pojawi się taki system. Wtedy spotkania będą na pewno sprawiedliwe, bo wczorajsze bramki w spotkaniu POL-AUS były największą kpiną jaką do tej pory widziałem (Roger wbija bramę ze spalonego i karny dla Austrii wyciągnięty z kosmosu…). I tak nie jestem fanem tego sportu… zostanę przy rajdach i wyścigach.

Ostateczna Fantazja

Opublikowany w Pamiętnik - autor: mithrill na 5 czerwiec 2008

Wszystko zaczęło się w momencie, kiedy mała japońska firma developerska borykała się ze sporymi problemami finansowymi. Ich gry, praktycznie nieznane, przestały się sprzedawać, długi rosły, a firmie Square groził upadek. Nagle okazało się, że niestety nie ma już żadnego ratunku. Wtedy zrodził się pomysł wydania programu, który miał być pożegnaniem młodych artystów z branżą gier wideo.

Okolice roku 1987. Z kilku pomysłów wybrano projekt młodego programisty, Hironobu Sakaguchi, który jednocześnie był dyrektorem od spraw planowania i rozwoju i to ja jego barkach leżała odpowiedzialność za przywrócenie firmie blasku. W zaistniałych okolicznościach było to zadanie niemal graniczące z cudem. Rok wcześniej jedna z konkurencyjnych firm wypuściła oszałamiającego Dragon Questa. Hironobu na zebraniu zarządu rzucił: “Będzie to gra na konsolę Nintendo, nasza Ostateczna Fantazja i marzenie o wybiciu się na szczyt. Wszystko w stylu przypominającym grę od Enix’a”. Pomysł przypadł wszystkim do gustu. Ekipa zabrała się do pracy. Definitywny koniec przygody Square ze światem elektronicznej rozrywki, który w tamtych czasach dopiero raczkował, miał nastąpić wraz z wydaniem programu. Do zespołu dołączył nawet świetny kompozytor muzyczny – Nobuo Uematsu.

Kiedy gra została ukończona i wydana, pracownicy Square już dawno pogodzili się ze swoim losem. Jednak kiedy otrzymali pierwsze wyniki sprzedaży nie potrafili otrząsnąć się ze zdumienia. Oto ich pożegnalna gra o ironicznym tytule ファイナルファンタジー (Fainaru Fantajii), sprzedała się jak mało który tytuł w tamtych czasach. Kopie programu “szły jak świeże bułeczki”. Każdy Posiadacz Nintendo musiał mieć tą grę w swojej kolekcji. Produkcja okazała się tytułem solidnym, ciekawym i wciągającym. Miała świetną grafikę i pomysłowy system walki. Do legendy przechodzą elementarne kryształy, które stały się od tej pory cechą charakterystyczną serii. Tak, serii – ponieważ zyski ze sprzedaży FF1 pozwoliły firmie na spłacenie długów i dalszy rozwój. Cud! Hironobu i jego gra uratował Square od upadku. Co więcej, młody programista został zastępcą prezesa firmy i od tej pory był producentem wykonawczym Finali. Do sukcesu przyczynił się także Uematsu, który napisał rewelacyjną ścieżkę dźwiękową. Wyrobił charakterystyczny dla FF styl, który jest obecny w każdym tytule z serii.

Dalej poszło już gładko. Każda część sprzedawała się wyśmienicie, a Square stał się wkrótce bogatą i prężną firmą developerską z oddziałami na całym świecie. Hironobu przeniósł się do amerykańskiej placówki w Los Angeles i tam tworzył kolejne części Fantazji. Sukcesu zazdrościli wszyscy. Wielu zaczęło podrabiać styl FF. Ale konkurencja była zbyt silna. Square zdominował rynek gier jRPG bardzo szybko wypuszczając Chrono Trigger’a i Xenogears. Jednak główny trzon firmy pozostaje niezmieniony. Nadal najważniejsze jest Final Fantasy.

Zdarzyło się nawet, że pewien projekt spod szyldu Final Fantasy o mały włos nie doprowadził Sqaresoftu do bankructwa. Winowajcą był film zrealizowany w pełni metodą cyfrową – The Spirits Within, który okazał się niewypałem i finansowym bublem. Square włożyła w projekt ogromne ilości pieniędzy, ale film nie trafił w gusta odbiorców. Wtedy borykająca się z kłopotami finansowymi firma połączyła swe siły z dawnym konkurentem – firmą Enix (wydawcą Dragon Quest’a). Wspólnymi siłami ponownie doprowadzono do wielkiego sukcesu. Powstała genialna część dziesiąta gry i pierwszy w historii Final Fantasy prawdziwy sequel, czyli Final Fanstaxy X – 2. Szybko także zrealizowano drugi film kinowy, który tym razem zadowolił wszystkich fanów.

I tak, ponad dwadzieścia lat po premierze pierwszego Finala Square-Enix ma się dobrze i wydaje kolejne części swego sztandarowego dzieła sztuki. Tak jest, seria ta nie jest grą zwyczajną. Jej bogactwo, różnorodność i podejście twórców, którzy zapraszają do zespołu prawdziwych artystów sprawiają, że Final Fantasy na zawsze zapisało się w historii gier wideo jako wartościowe pod każdym względem i nowatorskie dzieło sztuki elektronicznej. Obecnie czekamy na trzynastą część, która wprowadzi kolejną rewolucję w serii. Oby zespół tworzący tą grę zawsze pozostawał w tak świetnej formie, jak do tej pory!

Nasuwają się wnioski. Zawsze warto spróbować jeszcze raz, nie wolno się poddawać. Należy robić to, w czym jest się dobrym i nawet w beznadziejnej sytuacji nie wolno tracić ducha walki!

Na koniec 30 minutowy film wyprodukowany przez S-E. Jest to historia serii w pigułce. Zapraszam!

Oraz zapowiedź FF XIII na PlayStation 3. Grafika zabija!

Felieton Bolesława Prusa – fragment.

Opublikowany w Pamiętnik - autor: mithrill na 4 czerwiec 2008

“Wieża paryska”

“Zobaczyłem tam trzy pracujące grupy ludzi: 100 Francuzów, 100 Niemców i 100
nadwiślańczyków. Każda z tych grup miała wznieść osobny budynek z dużych brył
ciosowych, za których ustawienie płacono im franka od sztuki.

Niemcy i Francuzi natychmiast wybrali sobie po pięciu dyrektorów i wzięli się do
roboty. Polacy z początku wszyscy chcieli być dyrektorami, o co nawet pobili się
i rozbiegli. Dopiero gdy im głód dokuczył, zeszli się znowu, i zapytawszy o radę
Francuzów, Niemców, przechodniów lub gapiów, wybrali sobie dyrektorów ledwie
wówczas, gdy pod francuskim i niemieckim budynkiem już stały fundamenty. Ułożono
się też o system wynagrodzenia.

W grupie francuskiej i niemieckiej każde 100 franków zarobionych dzielono w
następny sposób:

Na utrzymanie dyrekcji szło 25 fr., na oszczędność 25 fr., a pozostałe 50 fr.
dzielono między wszystkich — po 25 centymów na osobę.

W grupie polskiej również płacono po 25 cent. jednej osobie. Ta jednak była
oryginalność, że dyrektorowie brali 50 fr., a na oszczędność nie odkładano nic.

Pracowano też bardzo rozmaicie w tych grupach. Mocne i flegmatyczne Niemcy
przenosiły od razu po 12 kamieni, robiąc na godzinę pięć obrotów. Drobni, ale
ruchliwi Francuzi dźwigali tylko po 6 kamieni, ale robili na godzinę po dziesięć
obrotów. Polacy zaś wygłodzeni przez poprzednią awanturę, nosili tylko po 8
kamieni i robili po sześć obrotów na godzinę.

W końcu 10 godzin interes tak się przedstawiał:

Każdy Francuz i Niemiec zarobił po 3 franki; prócz tego każdy dyrektor dostał 30
franków i na każdą grupę przypadało po 150 fr. oszczędności. Polacy zaś zarobili
na osobę po 2 fr. 40 cent., a oszczędności nie mieli żadnych, ale ich dyrektorzy
otrzymali po 46 fr. na osobę.

W czasie wypoczynku Niemcy za oszczędzone pieniądze kupili grochowych kiszek,
beczkę piwa i nasycili się tak, że każdemu z nich przybyło po pięć funtów wagi.
Francuzi wypili wina, zakąsili czekoladą i sprowadzili sobie teatr, który mocno
podtrzymywał wrodzoną żywość ich ducha. Polacy zaś nie bardzo syci poszli spać,
ale za to dyrektorowie ich wyprawili sobie bal polski, który podziwiano w całym
Paryżu.

Na drugi dzień jeden z dyrektorów francuskich, wracając z maskarady, wpadł na
myśl zbudowania maszyny, która zastępowała pracę 100 ludzi. Współcześnie pięciu
dyrektorów niemieckich, przestudiowawszy Euklidesa i Archimedesa, wysmażyli plan
machiny, która zastępowała pracę 90 ludzi. Ale dyrektorowie Polacy, zmęczeni
tańcem, spali coś do południa i dopiero ku wieczorowi jeden z nich wynalazł nową
figurę mazura, a drugi bardzo misterne łóżko składane, z którego można było
zrobić karabin i fortepian, bez możności jednak grania na fortepianie,
strzelania z karabinu i sypiania na łóżku.

Toteż w ciągu następnych dni zarobki Francuzów podwoiły się, Niemców prawie że
się podwoiły, a Polaków zostały te same. W miesiąc później gmach budowany przez
Francuzów jaśniał pięknością, Niemców imponował siłą i niezgrabnością, a polski
ledwie zaczęty począł się rozwalać. Pracujący bowiem, straciwszy chęć do roboty,
wymyślali dyrektorom, a dyrektorzy, wiedząc, że na budownictwie już nic nie
zyskają, utworzyli balet i postanowili objeżdżać Europę…”

Kurier Warszawski, rok 1887, dnia 28 lutego

Wygląda na to, że nic się nie zmieniło do dnia dzisiejszego. Smutne…