Był sobie samochód.

Do trzech razy sztuka, jak to się mówi.

Nie ma to jak prawdziwie szokujący dzień. Brat już 2 razy zderzał się z różnymi obiektami. Najpierw był jakiś słupek, później sarna… no ale tym razem nic już nie uratuje naszego staruszka. Spotkanie z drugim samochodem okazało się zabójcze dla Audika. Całe szczęście, że nikomu nic się nie stało (podobno drugi wóz, van z zakładu pogrzebowego, miał tylko malutkie wgięcie z tyłu). Po pracy poszedłem podlać krzewy, kiedy wszedłem do domu mama akurat odebrała telefon. Po chwili pomyślałem ‘ocho, coś jest nie tak’. Reszta potoczyła się już szybko. O 19 podjechała laweta z Jarkiem i wrakiem “osiemdziesiątki” na pokładzie. Audika rzuciliśmy w ustronny kąt, gdzie będzie spokojnie sobie dogorywał. Jarek cały roztrzęsiony będzie potrzebował nieco więcej czasu aby dojść do siebie. Współczuję…

Poniżej kilka fotek… Zostawię to bez komentarza.

Posted in Pamiętnik.

2 Responses to “Był sobie samochód.”

  1. keyjeysi Says:

    O w morde!!! To Jerry zaszalal. Jak to sie stalo w ogole?

  2. mithrill Says:

    Tak to jest po długim, 24 godzinnym dyżurze. Bidok nie zorientował się w porę, że jadący przed nim pogrzebowy van, wiozący prochy zmarłych, zatrzymał się przed jakaś kobietą skręcającą na skrzyżowaniu w lewo. Kiedy zauważył, że coś za szybko zbliża się do vana było już za późno. Zdążył lekko odbić w prawo masakrując tym samym lewą stronę naszego auta. Audik idzie na części, reszta na złom. Dobrze, że Ruby cały i zdrowy. I tak miał sporo szczęścia.

Leave a Reply