Był sobie samochód.
kwiecień 11, 2008 — mithrillDo trzech razy sztuka, jak to się mówi.
Nie ma to jak prawdziwie szokujący dzień. Brat już 2 razy zderzał się z różnymi obiektami. Najpierw był jakiś słupek, później sarna… no ale tym razem nic już nie uratuje naszego staruszka. Spotkanie z drugim samochodem okazało się zabójcze dla Audika. Całe szczęście, że nikomu nic się nie stało (podobno drugi wóz, van z zakładu pogrzebowego, miał tylko malutkie wgięcie z tyłu). Po pracy poszedłem podlać krzewy, kiedy wszedłem do domu mama akurat odebrała telefon. Po chwili pomyślałem ‘ocho, coś jest nie tak’. Reszta potoczyła się już szybko. O 19 podjechała laweta z Jarkiem i wrakiem “osiemdziesiątki” na pokładzie. Audika rzuciliśmy w ustronny kąt, gdzie będzie spokojnie sobie dogorywał. Jarek cały roztrzęsiony będzie potrzebował nieco więcej czasu aby dojść do siebie. Współczuję…
Poniżej kilka fotek… Zostawię to bez komentarza.




kwiecień 16, 2008 at 10:09 pm
O w morde!!! To Jerry zaszalal. Jak to sie stalo w ogole?
kwiecień 17, 2008 at 10:11 pm
Tak to jest po długim, 24 godzinnym dyżurze. Bidok nie zorientował się w porę, że jadący przed nim pogrzebowy van, wiozący prochy zmarłych, zatrzymał się przed jakaś kobietą skręcającą na skrzyżowaniu w lewo. Kiedy zauważył, że coś za szybko zbliża się do vana było już za późno. Zdążył lekko odbić w prawo masakrując tym samym lewą stronę naszego auta. Audik idzie na części, reszta na złom. Dobrze, że Ruby cały i zdrowy. I tak miał sporo szczęścia.