Wiosna - ciąg dalszy.
kwiecień 9, 2008 — mithrillNo to kilka prac jest już za nami. Rozsadzanie krzewów okazało się nieco trudniejsze niż myślałem. Przez ten rok nieźle się zakorzeniły na swoich tymczasowych miejscach. No ale w końcu przegrały walkę z moim szpadlem i mogłem przenieść drzewka na ich nowe stanowiska
Musimy rozebrać także stare oczko wodne. Kiedyś wyglądało bajecznie - kamienie porośnięte bluszczem, ciekawe rośliny i fontanna na środku… ale przez długie lata, w których nikt się nim nie zajmował wszystko zarosło i obecnie strasznie szpeci ogród przed domem. Pierwszym krokiem było powyrywanie zdziczałych roślin z środka oczka. Później rozbiórka nasypu z kamieni, który to był podstawą fontanny. Zrobiliśmy to już poprzedniej jesieni. Dziś dokończyliśmy dzieła. Wykopaliśmy wszystkie głazy z brzegu i przewieźliśmy je w inne miejsce, gdzie będą czekać na powstanie nowego oczka lub skalniaka. Przyznam, że teren ogrodu wygląda teraz jak po wybuchy bomby. Lej na ładne 6 metrów długości i ok. metra głębokości. Dół niebawem zostanie całkowicie zasypany ogrodową ziemią.
Prawda, że wygląda groteskowo? Po skończeniu prac w tym miejscu powstanie ciekawy skalniak obsadzony pięknymi roślinami. Zamieszczę zdjęcia pokazujące przebieg całej metamorfozy i efekt końcowy.
Z rozczarowaniem stwierdziłem, że posadzone jesienią wierzby płaczące niestety nie przyjęły się. Podobne drzewo rośnie na podwórku mojego dziadka i wygląda cudownie. Jednak nasze sadzonki nie wytrzymały zmiany “klimatu”. Nic to, nie poddajemy się i już szukamy nowych drzewek. Tym razem musi się udać!
Stwierdzam z satysfakcją, że nie ma to jak dobry wysiłek fizyczny na świeżym powietrzu. Cholernie lubię prace ogrodowe. Uwielbiam patrzeć jak rośnie coś, co posadziłem. Szczególnie dumny jestem z rododendronu uratowanego z Gutynia. Myśleliśmy, że nie da sobie rady, a tym czasem krzew rośnie jak na drożdżach
Obecnie staram się odratować drugi okaz, któremu nie idzie tak dobrze. Dziś przesadziłem go w bardziej słoneczne i wilgotne miejsce. Za tydzień okaże się, czy roślina przeżyła (widać ją na trzeciej fotce, w oddali, zaraz pod płotem po lewej stronie).
Kolejną ciekawostką naszego rozległego obejścia jest interesujące drzewo rosnące w sąsiedztwie starego parku. Nie mam pojęcia co to za gatunek, ale wygląda na coś egzotycznego (nie widziałem w okolicy podobnej rośliny) i cennego. Jest otoczone starym, rozpadającym się płotkiem (podobnym do tych, jakie stawia się wokół wyjątkowych okazów, aby ochronić je przed zwierzakami etc.). Póki nie zakwitnie wygląda zwyczajnie. Jednak niedługo pojawią się na nim liczne białe kwiaty. Wtedy robi niesamowite wrażenie (kliknij aby powiększyć).
Mój dziadek, po którym chyba odziedziczyłem fascynację ogrodnictwem, już oznajmił, że zabierze się wkrótce za ‘renowację’ tego drzewka. Na zdjęciu widać w jak tragicznym stanie obecnie się znajduje. Trzeba uciąć niepotrzebne gałęzie, poprawiając wygląd rośliny, później zabierzemy się za płotek i najbliższą okolicę. To świetne miejsce do odpoczynku, wierzcie na słowo. Zrobię mu fotkę kiedy będzie całe w kwiatach.
Powstał kolejny stos gałęzi, z którego będzie gigantyczne ognisko. To już chyba nasza tradycja. Nie zmieni się to dopóki nie uporządkujemy wszystkich drzew i krzewów w naszej okolicy. A jest tego mnóstwo! W poprzednim roku zajmowaliśmy się zapuszczonym kasztanowcem (biedaczek kilka lat temu został zaatakowany przez owady, ale obecnie drzewo to przeżywa swoją drugą młodość i zadziwia nas swoim majestatem. Jednocześnie jest naszym głównym obrońcą przed gorącym, południowym słońcem), a teraz… Od strony południowej granicę wyznacza nam pas pięknych krzewów i małych drzewek zmieniających jesienią kolor liści na różne odcienie czerwieni i żółci. Kilka dni temu powycinaliśmy wszystkie zbędne gałęzie szpecące te drzewa. Stąd kolejny stos do spalenia… Ubiegłego lata ‘ściana’ z drzewek wyglądała tak:
Tego lata będzie nieco inaczej. Ściana została bardziej uporządkowana. Zobaczymy jak to wyszło, pełen efekt zobaczymy dopiero za kilka lat, kiedy krzewy wypuszczą nowe gałęzie. No i już niebawem zrobimy sobie ognisko w iście góralskim stylu…
Wszystko budzi się z zimowego snu, zaczyna się istna lawina kolorów kapiąca z większości roślin. Już znalazłem pierwsze zwiastuny ocieplenia. Nasza młodziutka brzoskwinia zaczyna kwitnąć. Rośnie nieopodal ‘zagadkowego drzewa’ i myślę, że jej różowe kwiaty będą świetnym kontrastem dla bieli sąsiada. Oj będzie co fotografować!
Jednym słowem cały dzień minął mi wyjątkowo dobrze. Wszyscy pracowali przy upiększaniu naszego otoczenia, było wesoło, czas szybko leciał. Przed nami jeszcze bardzo dużo pracy, ale wcale się tym nie przejmuję - lubię to zajęcie!
Na koniec jeszcze kilka fotek.










