Województwo opolskie, wieś Kopice, równe 100km od Gutynia. Dawna siedziba rodu Schaffgotschów. Zbudowali oni tutaj jeden z najpiękniejszych pałaców w tej części Europy. Pisząc swoją pracę licencjacką nie mogłem nie uwzględnić w niej tej budowli.

Historia właścicieli posiadłości przypomina bajkę o Kopciuszku. Hrabia Hans Ulrich von Schaffgotsch kupił dobra w Kopicach specjalnie dla swojej młodziutkiej żony. Joanna Grycik von Schomberg-Godula była młodą, 17-letnią damą. Jednak nie zawsze miała hrabiowski tytuł. Jej ojciec pracował u jednego z najbogatszych ludzi tamtych czasów. Przedsiębiorca Karol Godula miał niewyobrażalnie wielki majątek. Był najbogatszym człowiekiem na Śląsku. Posiadał liczne kopalnie węgla i galmanu… Kiedy ojciec Joanny umiera, a jej matka porzuca dziewczynkę, decyzją sądu prawną opiekunką dziecka zostaje jedna ze służących starego Goduli. Możny pan, otoczony przepychem i olbrzymią fortuną nie miał jednak potomków. Nic dziwnego zatem, że martwił się o losy swojego majątku. Czyżby po jego śmierci wszystko miało zostać stracone? I tak pewnego dnia natknął się na malutką Joannę bawiącą się w jego ogrodzie. Dziewczynka zauroczyła starszego pana. Nie bała się możnego, srogiego pana (podobno takie sprawiał wrażenie), traktowała go jak swojego dziadka. Była otwarta i bezpośrednia. Karol pokochał małą Joannę i ogłosił ją swoją córką, dziedziczką nazwiska i majątku. Wyłożył pieniądze na jej edukację. To się nazywa szczęście. To tak, jakby Bill Gates zapisał Ci cały swój dorobek i firmę

Niebawem Joanna otrzymała od króla Prus, Fryderyka Wilhelma IV Hohenzollern’a, tytuł szlachecki. Przyszedł także czas na miłość i niecodzienny mezalians. Hans Ulrich pochodził z bardzo wpływowego rodu, jednak nie miał wielkiego majątku (fortunę jego rodziny odziedziczył stryj Hansa). Joanna natomiast była szalenie bogata, jednak była tylko córką służącej ze świeżo nadanym szlachectwem. Typowa “nowobogacka” :). To jednak nie stanowiło żadnej przeszkody. Ślubnym podarkiem dla ukochanej miała być bajkowa rezydencja. Godna prawdziwej księżniczki, coś niespotykanego nigdzie indziej. Zatrudnieni zostali najwięksi architekci tamtych czasów, a wszystkim kierował ówczesny bóg architektury zamkowej, miejskiej i renowacji zabytków - Karl Lüdecke. Do Kopic, gdzie powstawał pałac, zaczęły napływać dobra zamawiane u najwspanialszych rzemieślników świata. Od Włoch, po Indie. Nie muszę chyba mówić, że Hans całkowicie się “spłukał”? Całość kosztowała krocie. Ale zakochani mogli spokojnie żyć za pieniądze Joanny do końca swych dni. Starczyło jeszcze dla pięcioro dzieci i wnuków młodej hrabianki…

Trzeba przyznać, że Lüdecke przeszedł samego siebie.
Rezydencja otoczona była z trzech stron rozległymi stawami. W pobliżu założono hektary ogrodów kwiatowych i warzywnych, sad, oranżerię, ogród zimowy. Drzewa tropikalne w palmiarni dochodziły do 17 metrów wysokości. Przed “pałacem na wodzie” rozpościerały się kwiatowe dywany o przeróżnych wzorach i barwach. Obok pałacu, na powierzchni 100 hektarów, rozciągał się słynny park krajobrazowy, a dbał o niego sam królewski dyrektor ogrodów Wilhelm Hempel. Ozdobą parku były m.in. stuletnie dęby, sztuczne ruiny “średniowiecznego” zamku, “mysia wieża”, kaplica grobowa rodziny Schaffgotschów, niewielka świątynia dumania Diany, pawilon chiński. Park zdobiły 1342 rzeźby postaci oraz zwierząt w naturalnych rozmiarach, dłuta wrocławskiego mistrza Carla Kerna.
Atmosfery przepychu i piękna dopełniały przemyślnie wkomponowane fontanny. Na jednej ze sztucznych wysp wzniesiono altanę, obok której stanęła wysoka kolumna zwieńczona figurą anioła. W parku hrabia hodował daniele. Jego syn planował budowę pól golfowych, a nawet małego lotniska dla samolotów, które sporadycznie lądowały w Kopicach już w latach trzydziestych.
Wszystko pięknie i ładnie. Ale jak tylko Kopice przestały być własnością Schaffgotschów (rok 1945), zaczęły się dziać niewyobrażalne rzeczy. Na samą myśl o nich człowiekowi otwiera się nóż w kieszeni!
Pałac przetrwał wojnę w stanie nienaruszonym, jeszcze mój ojciec pamięta w miarę dobry stan budowli (okolice 1967). Jednak od połowy lat 50-tych zaczyna się okres tzw. grabieży majątku Schaffgotschów. Powoli znikało wszystko, od posągów po wyposażenie zamczyska. Podłogi i drewniane zdobienia służyły okolicznym mieszkańcom jako opał na zimę. Cegła zamkowa wykorzystywana była do budowy obór i chlewów. Jadąc przez wieś można nawet zobaczyć które domy i budynki gospodarcze zostały wybudowane ze szczątków “pałacu na wodzie”. Pomyślcie sobie, tak majestatyczna budowla trafia w łapska oszalałego motłochu, który rujnuje i wywozi wszystko, następnie spuszcza wodę ze stawów i podpala budynek aby zatrzeć wszelkie ślady. Wody brak, po chwili nie ma już czym gasić olbrzymiego kompleksu. Horror! Rozpacz! Nie rozumiem jak można było dopuścić do takich czynów. Ale to jeszcze nie koniec męczarni tego pięknego obiektu.


Szaleńcza dewastacja trwała nadal. Niebawem pojawili się w Kopicach handlarze dziełami sztuki, najemnicy i inni ‘tomb raiderzy’, którzy zaczęli wywozić ocalałe po pożarach, cenne rzeźby i inne artefakty. Swój udział w zniszczeniach ma także okoliczna młodzież, która zabawiała się wieczorami paćkając mury farbą, niszcząc sztukaterię, która ledwo już trzymała się ścian. Oczami wyobraźni widzę to jako jedną wielką Sodomę i Gomorę. A najlepsze jest to, że nikt nie robił zupełnie niczego, aby uratować pałac. Władze gminne przestały interesować się posiadłością po jej drugim pożarze.

I wtedy właśnie pojawiła się nadzieja. Oto nadszedł człowiek, który oświadczył wszem i wobec, że kupi pałac i doprowadzi go do dawnej świetności w przeciągu kilkunastu miesięcy. W 1990 roku władze sprzedały ruinę pewnemu biznesmanowi. Za ile? Równowartość dzisiejszych 5k zł. I to rozłożonych na wieloletnie raty. Tak więc śmieszna sumka byłą jedynie kwotą symboliczną, która nie miała obciążać finansowo człowieka, który już niebawem miał zamienić Kopice w wielki plac budowy. Miał… ale do dziś tego nie zrobił. Co gorsza… człowiek ten okazał się być ‘gwoździem do trumny’ tego wspaniałego pałacu. Zniknęły bezcenne rzeźby, ornamenty, a nawet rzygacze odprowadzające wodę z dachów. Zupełnie legalnie pan K. zamienił “pałac na wodzie” w przerażającą ruinę. Ostały się jedynie ściany i kupa gruzu wewnątrz nich.

Pytam zatem DLACZEGO?! Jak to jest możliwe? Dlaczego władze olały ten piękny pałac? Dlaczego mieszkańcy Kopic, którzy zawdzięczali Joannie tak wiele, postanowili zniszczyć jej ukochany azyl? Dlaczego do tej pory państwo nie robi nic w kierunku odzyskania majątku Schaffgotschów? Zupełnie tego nie pojmuję.
Ostatnio przeczytałem w internecie ogłoszenie, w którym pan K. proponuje odsprzedać zamek za ponad 1 milion euro. Skandal! No ale cóż, teraz już za późno, wszystko jest przeprowadzone zgodnie z prawem. Pozostaje jedynie zastanowić się nad faktem, czy obecny właściciel posiada sumienie… wydaje się, że to zwyczajny cwaniak, który wyczuł sporą kasiorę i skorzystał z sytuacji robiąc z władz gminy całkowitych tumanów. No cóż, to nie pierwszy i nie ostatni taki osobnik.

Co ciekawe, na ogłoszenie odpowiedziała pewna amerykańska firma. Bardzo majętna. Wynajęła prawników, którzy mają zająć się tą sprawą i doprowadzić do ugody. Planują całkowitą odbudowę i otwarcie jakiegoś uzdrowiska w Kopicach. Może zatem po prawie 60 latach pałac znów zabłyśnie pełną krasą? Skorzystają na nim jednak nie nasi “mądrzy” rodacy (uważam, że mieszkańcy Kopic sami zabili swoją kurę, która mogła znosić dla nich złote jajka), ale jak zwykle obcokrajowcy. To takie… POLSKIE!
Z niecierpliwością czekam na zakończenie tej sprawy i odbudowę tego pięknego miejsca. Dla mnie jest to najwspanialszy pałac w naszym kraju. Nawet jego ruiny robią ogromne wrażenie kiedy widzi się je na żywo, z bliska…

Mały update - kolejne fotki przedstawiające obecną sytuację pałacu. A także porównanie z czasami świetności.




